• Wpisów:216
  • Średnio co: 15 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 16:36
  • Licznik odwiedzin:27 546 / 3268 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Poniższy fragment pochodzi z VI. tomu książek Vadima Zelanda "Transfering rzeczywistości". Tom VI. został napisany na zasadzie konwersacji autora z czytelnikami. Jest więc pytanie i odpowiedź. Tu zamieszczam ostatnie pytanie i odpowiedź Vadima. A właściwie pare ostatnich akapitów książki. Opuściłem dość długie, hmm.. opowiadanie Vadima o dzieciach poszukujących własnej tożsamości? A może o czymś jeszcze?. Jeżeli ktoś z Was chciałby się szerzej z tym zapoznać to polecam! Wrzuciłem tekst, który wrzuciłem z powodów osobistych. Dał mi on poczucie spokoju i wytchnienia (albo inaczej pomógł to odnaleźć, przypomnieć). Ostatnio średnio u mnie z samopoczuciem, więc kawałek jak znalazł, może ktoś się natknie na to surfując po necie i też poczuje trochę ulgi albo jeszcze czegoś innego. Pozdrawiam.
Pytanie:
"Jeśli jest Pan pielgrzymem, to Pańskim przeznaczeniem jest delikatne „naprowadzenie" ludzkości na drogę budującego współistnienia, co zresztą do tej pory Pan robił. Lecz zasady pielgrzymów są skuteczne dla niosących ich, dopóki nie zaczynają być wykorzystywane w celach komercyjnych, a Pan uzyskuje ze swoich książek dochód. Oznacza to, że zachowa Pan wiedzę, a cechy pielgrzyma utraci. Czyżby mizerny dochód był ważniejszy dla Pana niż nasze cele? Jest Pan mądrym człowiekiem, zadziwia mnie Pańskie przekonanie o własnej nieomylności. Albo uzyskał Pan wiedzę bez wsparcia, albo jest Pan prawdziwy i ponosi Pan ofiarę dla dobra ziemskiej cywilizacji. Kim Pan jest?"

Odpowiedź:
"[...]
Nadszedł czas, bym odpowiedział na pytanie, kim jestem. Nikim. I jednocześnie tym, kim jesteś Ty - synem Boga. Bóg- mój Ojciec - wypuścił mnie, bym pobawił się na tym świecie. Czy Go kocham, czy jestem Mu posłuszny - to nikogo nie powinno obchodzić. Rozmawiam ze swym Ojcem bezpośrednio, sercem, a nie przez kratkę konfesjonału. Sam, przy pomocy swojego zamiaru kształtuję warstwę swego świata i jeśli to nie przeszkadza innym dzieciom Boga, nie jestem zobowiązany nikomu i z niczego zdawać sprawy.

Naprowadzać na właściwą drogę - to również nie moja sprawa. Do tego trzeba być kimś, a ja jestem nikim. Każdy człowiek może włożyć na siebie maskę Pielgrzyma, Oświeconego, Nauczyciela i mówić wszystkim, że wie, dokąd należy iść. Jeśli mu uwierzą, może zebrać dookoła siebie stado i „lepić babki w piaskownicy", głęboko rozmyślając o wszelkich duchowych zagadnieniach. Lecz ponieważ ja jestem nikim, nie wiem, dokąd inni powinni zmierzać. W Transerfingu mowa jest tylko o tym, że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga, przy czym każdy - i tylko on sam - zna swą drogę i każdy posiada wolność wyboru. Sam odnajdziesz swą drogę, jeśli będziesz wsłuchiwać się w głos swego serca. Cała reszta to kwestia techniki Transerfingu.

Jak się wydaje, powiedziałem już wszystko. Pora wziąć pastorał i wyruszyć w drogę , by nieść kaganek wiedzy w mroki ignorancji. Ale zaraz, zaraz! Przecież jestem nikim. I nie znam żadnych „praw Pielgrzymów", wspomnianych w liście. Czyli nie mam nic do stracenia. Jakie to szczęście. Jestem wolny! Zostaję."
 

 
Dawno dawno temu był ostatni wpis . Chciałem poruszyć pewną kwestię.. Czy mi się zdaje czy to co się dzieje wokół mnie znowu 'niezdrowo' przyspiesza? Przeglądając fora internetowe, czytając wpisy na facebooku ma się wrażenie, że ludzie powolutku dochodzą do kresu czegoś, wewnętrznych granic zgody na to co jest. Rzec by można - nastroje się radykalizują. Ludzie się organizują przeciwko czemuś (rządowi, niesprawiedliwości, znieczulicy, bankierom, odmienności, itd.). Chcą wychodzić na ulicę, walczyć z 'systemem'. Już nawet jest tak, że na zajęciach na studiach prowadząca mówi o braku roboty w kraju, radzi nam wyjazd za granicę i w ogóle kreśli niewesołą przyszłość. Co istotne raczej wpisujemy sami siebie w ten niezbyt kolorowy obraz i dajemy narzucić sobie postawę malkontentów. Czyżby nieokreślony strach i dysharmonia zataczała coraz szersze kręgi? Możliwe. Jak bardzo trafny jest tu opis Zelanda nt. wahadeł i wciągającego leju indukującego przejście na określone linie życia zgodne z naszymi postawami.

Ze mną też dzieje się. Górki i dołki emocjonalno-psychiczne wydają się ostrzejsze, w pewnym sensie ratuje mnie umiejętność samoobserwacji- chociaż to też jest trudne i jeszcze nie zawsze efektywne w takim stopniu jakim bym sobie życzył. Do tego dochodzą pewne problemy fizyczne wynikające z tej nierównowagi na poziomach subtelniejszych.

Hmm jak już napisałem zaczynamy "kipieć". Zastanawiam się nad jak najłagodniejszymi rozwiązaniami problemu, bo pewnych rzeczy raczej nie da się powstrzymać. Oczyszczenie jest potrzebne - to jest jasne, ale co zrobić żeby faktycznie doświadczyć ulgi? Wydaje mi się, że naprawianie świata należałoby zacząć od samego siebie. Jak to mawiał Jezus: „Czemu to widzisz drzazgę w oku brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?” Co mógłbym zrobić ja, ja sam? Zadaję sobie to pytanie. Więc? Z pewnością jeszcze mocniejsze zahaczenie się w chwili. Bycie, obserwacja, uważność. Zmniejszenie natężenia osądzania, a zwiększenie wybaczania oraz osiąganie coraz to klarowniejszego kontaktu z Nim. Fakt jest taki, że napięcie maleje kiedy zwracam się do Niego z pokorą i z zaufaniem.
"Działaj, niech się dzieje Twoja wola. Niech Twoje marzenie realizuje się poprzez mnie - jeżeli tego chcesz. Niech Twa Bezwarunkowa Miłość będzie dla mnie twórczym natchnieniem. Nie ma 'mnie' poza 'Tobą'. Za wszystko dziękuję Ci".
Oczywiście to przykład swego rodzaju rozmowy i ważna jest indywidualizacja podejścia. Przynosi to ulgę tym większą im bardziej wyciszony i akceptujący jestem. Z własnego doświadczenia mógłbym jednak zapytać: tylko czemu jest to krótkotrwałe, ulotne? Ego zaraz wchodzi na wyższe obroty i chce działać.. "rób to i to, jedz to i to, a teraz potrzebujesz pójść tam, rozmawiaj z tym a tego unikaj". A im subtelniejsze gierki i wybiegi tym większej uwagi i zachowania trzeźwości potrzeba -> szaleństwo. Rozwydrzone dziecko drze się i łka w niebogłosy, domagając się uwagi i arbitralnego spełniania żądań. Walczyć z tym? Pewnie nie, raczej docierając do jądra przyczynowego starać się zrozumieć i coraz świadomiej podejmować decyzję. Może być to proces metodycznego dochodzenia do głębokich, ukrytych pokładów nas samych, czasami bolesny ale warto. Dlaczego w ogóle panuje takie rozdwojenie jaźni? Kolejna lekcja do nauczenia?..

Według mnie pomogłoby również (oprócz pracy wewnętrznej) przebywanie bliżej natury. Nawet sadzenie roślinek w doniczki (pomidorków, ogórków, cebuli, marchewki) wydaje się dobrą opcją. Zresztą prawdopodobnie tak będzie wyglądała rzeczywistość za jakiś czas. Aleje drzew wzdłuż asfaltowych, spękanych arterii komunikacyjnych miast. Ogrody w miejscach obecnych parkingów. Girlandy kwiatów zwieszające się z najwyższych pięter rozpadających budynków. Czy to odległe utopijne marzenia? Hmm, raczej nie. Marzenia przecież się nie spełniają. To po prostu wybór. Konsekwencja przejścia z punktu A do B. A co z całą obecną techniką? Czyżby nadawała się do kosza i była wstydliwym artefaktem minionych czasów? Absolutnie nie. Zapewne jeszcze bardziej się rozwinie, bo nie ma już powrotu do chatek i lepianek bez elektryczności. Można jednak minimalizować destruktywny wpływ naszych 'wynalazków' a skupiać się na ich udoskonalaniu. Widzę to raczej jako znaczne usprawnienie obecnego stanu rzeczy. Łączenie tego co dotychczas było niemieszalne. Religia i nauka, technika i natura, ciało i dusza.

Póki co jesteśmy w okresie przejściowym. Mówi się, że przed świtem jest najciemniej - być może. Tak jak napisałem parę linijek wyżej: osobiście skupiłbym się głównie na poszukiwaniu wewnątrz siebie niż na roztrząsaniu spraw, w które próbują nas wciągnąć media. Mnogość informacji wywołuje chaos mentalny. Ciągłe ich roztrząsanie i tzw. branie do siebie nie pomaga. To stąd rodzą się ruchy szukające rozwiązań siłowych, walczących. Ja wiem, że codzienny niepokój i lęk nie pomagają(od pogody począwszy poprzez zaliczenia, egzaminy, kontakt z pracodawcą, zdrowie, relacje rodzinne na problemach globalnych skończywszy). Przed nim raczej się nie ucieknie. Ale można z nim żyć - poprzez bycie ufającym właśnie, nie osądzającym, nie etykietującym, świadomym, kochającym. To jest postawa warta zachodu. To zdecydowanie uspokaja, jest inspirujące tak dla jednostki jak i dla zbiorowości. Zanim wyjdziemy na ulicę manifestować, strajkować i robić zamieszanie spróbujmy zmodyfikować swoje nastawienie tak do własnej istoty jak i do innych.

Być może to co napisałem jest niejasne i niedokończone. Ale nie ma jednej określonej recepty na obecnie zastane warunki w których przyszło nam żyć. Dlatego pewne kwestie warto pozostawić w sferze domysłów i niedomówień, po to aby pójść własną ścieżką. Sam jestem ciągle poszukującym człowiekiem, z własnymi sprawami do przerobienia, z energiami do zbilansowania. Życzę sobie i nam wszystkim cierpliwości, otwartości, życzliwości, skromności.. Kiedyś spojrzymy z perspektywy na to co się dzieje teraz i będziemy wdzięczni że mogliśmy to przeżywać. A skoro czas jest względny i nie ma przeszłości i przyszłości to może warto być wdzięcznym już teraz, nieprawdaż?.

"obok ciszy leży spokój i zza zasłony mroku
obserwuje z boku jak się gubię w każdym kroku,
ma dystans tam, gdzie ja lecę jak wystrzał
mówi: "zwolnij, przestań gonić myśli na chwilę,
ta najważniejsza sama do ciebie przypłynie"
i widzę jak spokojnie coś do mnie ciągnie
czuję jak w tym tonę i wiara znów płonie,
to jedyne, co jest nieskończone"
Przemysław Hans Frencel [Bellissimo]
 

 
"Żadna forma nie może przynieść spełnienia na dłużej. I oczekiwanie, że jakaś sytuacja, jakieś miejsce lub człowiek da mi spełenienie i uczyni mnie szczęśliwym jest receptą na bycie nieszczęśliwym." Eckhart Tolle
 

 
Poniższe linki kierują do fragmentów książki Bruce'a Moen pt. "Podróże do życia po śmierci". Jeden z linków to rozdział z książki, drugi to aneksu ze słowniczkiem terminów używanych przez autora w swojej książce (robię to ponieważ pojęcia używane przez Moen albo Monroe nie są powszechnie znane). Myślę, że w pewien sposób tematyka w tym rozdziale (ale nie tylko w tym), który zamieszczam uzupełnia się z informacjami od Vadima Zelanda. Chodzi np. o linie zdarzeń. Czy faktycznie przypadki i zbiegi okoliczności są sytuacjami bez przyczyny? Aa no i polecam podejść do tego tekstu troszkę intuicyjnie. Aha, jeżeli ktoś faktycznie chciałby sobie ściągnąć pliki to klikamy na przycisk 'DOWNLOAD NOW'.

http://www24.zippyshare.com/v/62849099/file.html
http://www24.zippyshare.com/v/63175359/file.html
--------------------------
Ostatnimi czasy niewiele na tematy prywatne ale tak jakoś wyszło . Czeka mnie przeprowadzka do nowego mieszkania. Nowy rok akademicki, nowe zajęcia na uczelni, niektóre ciekawe i praktyczne -np. masaż albo terapia manualna (choć trudnawa ). Dobra tyle chyba wystarczy .
 

 
A disco polo ciągle żywe
 

 
Sorry, że znowu o roku 2012 ale będzie krótko właśnie o tym. W nowym Nexusie nr 5(85) z września i października 2012 jest krótki artykuł Maurice'a Cotterella nt. Majów i ich przesławnego końca kalendarza. Pan Cotterell w sposób metodyczny "rozprawia się" z mitami jakimi obrósł kalendarz, przedstawia sposób w jaki Majowie obliczali czas jakie metody stosowali, jakich używali przedziałów czasowych itd. Wynika z tego tekstu albo przynajmniej ja to tak interpretuje, że Majowie w żadnym przypadku nie wieszczyli końca naszych czasów w obecnym roku ani nie ma w nim (w kalendarzu) także mowy o jakiejś mega-przemianie świadomości która miałaby się dokonać. Tekst w miarę przystępny sposób obala to co mówią zwolennicy teorii końca 2012 i stoi w opozycji z apokaliptycznymi przewidywaniami wielu informacji z którymi spotykam się w internecie i w literaturze. Powiem (napiszę) raz jeszcze, że ja nie wiem co się wydarzy i czy cokolwiek się wydarzy w tym roku i nie ma co bawić się w proroka. Wiem tyle, że "to co ma swój początek ma również i swój koniec". To że współczesna cywilizacja przechodzi zmiany to widać gołym okiem. Taki świat jaki dalej istnieje prawdopodobnie prędzej czy później skończy się albo inaczej zmieni się. To nie jest straszne i nie trzeba się tego bać, to nieuniknione bo przecież "wszystko płynie". Być może to tylko moje subiektywne odczucie, ale takie ono właśnie jest. Nie mi oceniać to co się dzieje na świecie tym bardziej, że to mnie nie dotyka w sposób bezpośredni. Zresztą różnych sprawach dowiaduję się z mediów, które wiele rzeczy wyolbrzymiają i gdyby im tak ślepo wierzyć już dawno zalałby nas fale tsunami zniszczyły super trzęsienia ziemi i powybijały bomby atomowe III wojny. W sumie to normalne, bo jak każda rzecz czy idea informacja im bardziej sensacyjna tym lepiej się sprzedaje. Ale odchodząc od tego. Z własnych obserwacji i samoobserwacji - my ludzie stajemy się coraz bardziej rozdarci, rzekłbym nawet skrajni. Być może jak mówię to tylko moje odczucie, bo przecież rzeczywistość zewnętrzną odbieramy przez pryzmat samych siebie. Można o tym przeczytać w wielu książkach a jeszcze lepiej przekonać się samemu. Mi osobiście coraz bardziej podoba się właśnie postawa "sprawdź sam". Czytanie książek, słuchanie ludzi i oglądanie filmów przynajmniej mi przestało wystarczać. Fakt - jest to niezmiernie pomocne jeżeli szukasz - ale jeżeli poszukujesz aktywnie tzn. budując przekonania w oparciu o doświadczenia "na własnej skórze". Myślę, że ciało ludzkie wraz ze swoim całym wyposażeniem (emocje, umysł itd) jest najwspanialszym instrumentem badawczym jaki istnieje. Przez całe życie uczymy się nim posługiwać i je poznajemy. Ale gra jest warta świeczki. Wydaje się, że samopoznanie pozwala na prawidłowy odbiór realiów zewnętrznych. Często bywam niecierpliwy, gwałtowny i za dużo spraw chciałbym kontrolować. Czasami nie potrafię łączyć faktów i przyczyn ze skutkami. Pojawia się mnóstwo pytań na które nie znajduję odpowiedzi - jedynie czyjeś rady, wskazówki i interpretacje ale to nie to, nadal pozostaje takie nienasycenie. Co mi dał (i daje) kontakt z tyloma różnymi teoriami, czyimiś rozważaniami, informacjami. Hmm chyba stałem się bardziej zakręcony i jeszcze bardziej wszystko się gmatwa no i nauczyłem się wątpić. Chyba o to chodziło żeby stawiać praktykę ponad teorię. Zobaczy się.. Odszedłem od tematu 2012 i rozpisałem się troszkę w innym kierunku. Jeżeli znajdę jakiegoś pdf tekstu o którym mówiłem na wstępie to wrzucę, ostatecznie może to przepiszę, chociaż nie chce mi się.
 

 
niezły filmik. taka retrospekcja w trzy minutki z perspektywy pierwszej osoby. i muzyczka - doobra!
 

 
A co tam. To będzie trzeci wpis dzisiaj. Ale wrzucę. Tym razem to będzie utworek muzyczny. Wczorajsze odkrycie. Nie ma co się rozpisywać, trzeba posłuchać. Dziewczyna gra na skrzypcach. Cudo!
 

 
Jeszcze odnośnie przełomu 2012 roku. Znalazłem dzisiaj filmik na youtubie z obszernym wywiadem z Waldemarem Witkowskim. To pan, który swego czasu napisał sporo artykułów do Nexusa i wydał później książkę. Gość zajmuje/zajmował się wieloma rzeczami i ma pewnie kupę zainteresowań, zresztą na filmie jest o tym mowa. Materiał dotyczy nie tylko roku 2012, o tym co przynosi, dlaczego życie na Ziemi jest fajne. Jak tam ktoś by chciał to może sobie posłuchać. Fajne to bo pan Witkowski wprowadza trochę ?spokoju? w te sprawy, które i tak nas czekają. Jak tam chcecie to sami się przekonajcie. Aaa na początku osoba, która przeprowadza wywiad (no tak bo to jest zaaranżowane w postaci miniwywiadu) troszkę przedłuża to wszystko, więc można przewinąć z 5 minut, ale nie trzeba oczywiście.

-------------------------------
EDIT z dnia 8.09.2012
Jest tak stronka światducha, na którą od czasu do czasu wchodzę. Link do niej jest zresztą obok. Pan prowadzący portal pisze na tematy duchowe (tak jak zresztą tytuł strony głosi). Dużo jest tutaj takiej hmm psychoduchowej terapi. Poruszane tematy są przedstawiane wyczerpująco, ba nawet rozkładane na czynniki pierwsze. Ale chociaż materiału jest sporo to często jest to bardzo celne i konkretnie człowieka trafia. Okazuje się, że jak tak spojrzeć z pewnej perspektywy to niektóre rzeczy pewnie i mnie dotyczą. Zapewne sporo jeszcze do przerobienia i pracy nad sobą i z Duszą i rzeczy zadawnionych nawet z poprzednich żyć. A przynajmniej tak mi się wydaje). No bo czemu nie.. Z czegoś biorą się przecież emocje, różne odczucia, których nie lubimy albo do których wracamy z niechęcią i spychamy gdzieś do podświadomości. Szkoda, że tak mało mówi się o tym na codzień. Widzimy zazwyczaj życie tylko jako coś fizycznego (czyli mały fragmencik stanu faktycznego) i pewnie dlatego nie dostrzegamy i nie wiążemy ze sobą wielu przyczyn i skutków. Jak choroba to trzeba iść do lekarza po leki, jak kłopoty w związku to jaki ten chłop/kobita niedobry, jak dzieci sprawiają problemy to na pewno źle wychowane, jak kłopoty w pracy to szef za dużo wymaga. Takie widzenie jednotorowe. Ale dlaczego tak jest? Skąd takie doświadczenia i po co one? Jakie jest faktyczne źródło i cel mojej obecnej sytuacji? Na pewno warto stawiać sobie pytania i szukać odpowiedzi w SOBIE, bo w książkach i filmikach znajdziemy wskazówki ale to nadal będzie coś na kształt wystawy sklepowej - mimo, że będziemy widzieć to czego potrzebujemy to to nadal będzie za szybą.

Polecam stronkę bo tam jest o wiele więcej i konkretnych przykładów (takich jednostek tematycznych że się tak wyrażę) i sposobów praktycznego podejścia do konkretnych problemów i możliwości ich rozwiązania.

Ostatni temat dotyczył poczucia skrzywdzenia. Na końcu każdego artykułu jest miejsce na komentarze. I tutaj właśnie już tłumaczę dlaczego odgrzewam starego posta. Ano w jednym z komentarzy do tego artykułu "Poczucie skrzywdzenia" wypowiedział się użytkownik o niku Ksenia, który wrzucił link do filmiku na jutubie. Znalazłem ten filmik. Jest to wywiad z kobietą która jest hipnotyzerem i specjalizuje się w regresji do poprzednich wcieleń. Jeżeli ktoś wysłuchał wywiadu z panem Witkowskim, który zamieściłem powyżej, zwróciłby pewnie uwagę jak mówi on o tym, że Ziemia zaczyna się dzielić wymiarowo, zaczyna iść dwoma różnymi torami rozwoju. Ano pani na tym nowym filmiku mówi o tym samym i jeszcze o innych rzeczach. Warto oblukać. Nieprzypadkowo znalezione przypadkiem).
 

 
Wczorajszy dzień okazał się wyjątkowo długim dniem. Ze 20h na nogach dało się we znaki. Ale w tym czasie zrobiłem sobie pieszą "wycieczkę" ze Strykowa do Łodzi i wcześniej (do Strykowa) też spory odcinek drogi pokonałem na własnych nogach. Byłem na spotkaniu w sprawie pracy, praca przy pakowaniu alkoholi, konfekcji (chyba trza znaleźć w słowniku co to słowo oznacza ). Zobaczymy w praniu jak to wyjdzie.

Po spotkaniu odwiedziłem sobie jeszcze kino. Byłem na filmie Prometeusz, wg opisów jest to obraz nawiązujący do serii Obcego, a mianowicie prequel czyli w założeniu miał nawiązywać do wydarzeń sprzed Obcego-ósmy pasażer Nostromo. Reżyser ten sam - Ridley Scott. Recenzje i reakcje widzów z którymi się zapoznałem były różne. Dominował pogląd że film jest zagmatwany, nie trzyma poziomu Obcego, że nie tego się spodziewano. Powiem tak: jak chcesz się przekonać to sprawdź sam i to najlepiej nie oczekując niczego i nie nastawiając się na nic. Po seansie no cóż. Dobrze spędzone 2 godziny. Wartka akcja, fajne efekty, odniesienia do Obcego rzeczywiście jakieś są. Ale ja nie o tym. Główne przesłanie filmu, jego fabuła kręci się wokół tego, że mianowicie ludzkość została zaprojektowana, stworzona przez inne istoty. Jest więc to w pewnym sensie to co można znaleźć w różnych, alternatywnych mediach. Nie będę opisywał filmu bo to nie o to chodzi. Zresztą może będzie to czytał ktoś kto chce obejrzeć a ja bym tu streszczał i odebrał później przyjemność (albo nieprzyjemność z oglądania). Co wypływa z mojego z tym filmem kontaktu. Hmm.. ano takie dwie konkluzje: jeżeli spotkasz się w oko w oko ze swoim "stwórcą" to o co go zapytasz? Jaka była celowość tej kreacji? A jeśli była taka, że zrobił to, bo po prostu mógł to zrobić.. i tyle. A drugi wniosek: jeżeli zostałeś stworzony przez takiego inżyniera, to kto jest z kolei jego stwórcą? Dobry film, polecam. A jak dla mnie to, że jest to prequel Obcego (albo miał być w zamierzeniu) pozostaje tak jakoś w tle.. Ale każdy oglądający będzie miał zapewne własne przemyślenia. Niżej trailer.
 

 
George Kavassilas. Hmm. Ciekawe poglądy tego pana. Częściowo różne od tego co już przeczytałem czy usłyszałem. Informacje i doświadczenie, które posiada potrafi sprzedać w interesujący sposób (magnetyczny i autentyczny - rzekłbym). Na pewno warto się zapoznać nie tylko z tym filmikiem ale też z innymi (np. George Kavassilas - Sydney Equinox). Aha no i jak zwykle fajnie byłoby podejść do tych różnych rewelacji z dystansem. Dlatego żeby sprawdzić czy to faktycznie gra i rezonuje czy wręcz przeciwnie.


Co do tego całego grudnia roku 2012 jestem ciekawy czy się coś wydarzy i co to będzie. Z jednej strony dużo już różnych teorii na ten temat powstało i można sobie dosłownie "wybrać" jakąś teorię która nam pasi (czyli uwierzyć), z drugiej może warto samodzielnie się zastanowić. Moje wrażenia są takie, że czasami czuje się ogłupiały trochę, tak jakbym siedział na karuzeli która coraz szybciej się obraca. Weźmy chociażby informacje podawane w mediach, np. w tvp1 wspomnieli dzisiaj o olimpiadzie kurczaków, programy w tv - widziałem jak gdzieś małe dziewczynki są przebierane w świecące sukienki, pełen makijaż, jest jury które je ocenia - ludzie biorą to na poważnie, wiadomości na portalach - wydaje mi się, że kiedyś były bardziej interesujące. Nie mówię że to jest głupie czy coś, tylko po co to jest? Dlaczego tak jest? Może to po prostu przesyt, może warto częściej wyłączać kompa i tv albo podejść do tego tak bardziej beznamiętnie z większą cierpliwością. I w środku też. Taki harmider. Mdli mnie czasami. Jakoś ciężko mi się skupić, nawet na czytaniu lektur które kiedyś mnie wciągały. Faktycznie jakby coś się kumulowało, nadymało. Bo ja wiem czy 2012 będzie przełomem?, może momentem przełomowym? Może to jakaś szansa, wiecie tak jak np. kiedy płyniesz rzeką pod prąd coraz bardziej brakuje ci siły, a woda nagle zmienia kierunek i płynie się łatwiej a w ciebie wstępuje nowa moc. Pojawia się okazja by odwiedzić miejsca kiedyś zbyt dalekie, zbyt dalekie nawet by o nich pomyśleć. A może to czas kumulacji właśnie. Punkt zbieżny wielu wyborów z różnych płaszczyzn, konsekwencja, skutek nawarstwienia wielu przyczyn. Nie wiem. Albo się przeziębiłem i jest takie wrażenie przytłumienia po prostu.
 

 
Koniec Euro 2012.
Szacun dla Hiszpanów za grę, BRAWA dla Włochów za podjęcie walki! Dobry meczyk. Graty dla Polaków i Ukraińców za stadiony, atmosferę, Kibiców! Nieźle to wyszło.
 

 
Mjuziczka. Całkiem różna tematycznie i dwojako działająca na człowkieka. Ale podobuje mnie się. Wrzucam.
-----------------------------
Inception Live Concert
-----------------------------
Mungo Jerry In The Summertime
 

 
wrzucam link. ciekawy tekst, uważam że naprawdę warto się z nim zapoznać.
http://swiatducha.wordpress.com/2012/06/04/lustra-przeszlosci/
 

 
Znowu pan Werdin i ciekawy materiał. Wybrałem część ósmą, bo jest chyba najciekawsza (chociaż jestem jeszcze na etapie oglądania).
 

 
A to jeszcze jeden cytacik z Zelanda. Tym razem autor na łamach książki odpowiada na pytania czytelników. Wybrałem poniższe pytanie i odpowiedź.
-------------
EDIT z 27.V.2012
tekst, który był umieszczony poniżej wydawał mi się trudny w czytaniu ze względu na dziwną edycję tegoż na blogu, dlatego też wrzucam link do pliku pdf z którego można go ewentualnie ściągnąć. dorzucam też link do wywiadu z autorem cyklu, jak do tej pory wyszło 5 tomów. tomów to może za dużo powiedziane, bo to kojarzyłoby się raczej z trylogią Sienkiewicza która ma z 1000 stron (a może i więcej). tymczasem tutaj każda pozycja liczy około 100 stron.

http://www.sendspace.pl/file/fefff6782100a0a46ac89ec/vzelandtom3
http://www.transerfing.pl/index.php/o-autorze.html?start=1
  • awatar ukasz: @swiatducha: Tak, zgadzam się. W ogóle to fajnie się te książki czyta:).
  • awatar Gość: Fajny tekścik
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Vadim Zeland. "Transfering rzeczywistości." Polecam. Książka trochę inna niż te, które do tej pory czytałem (chodzi o tematykę ezoteryczno-parapsychologiczną jeśli tak można powiedzieć), pisana raczej takim naukowym stylem, ale da się przeczytać i w miarę sensowne i zwarte jest to co ten Pan pisze. Fragmencik poniżej pochodzący z tomu II.

"Dopóki sen pozbawiony jest świadomości, nie podlega kontroli, lecz „zdarza się". I we śnie, i w czasie czuwania człowiek nie uświadamia sobie większości czynów. Nieuświadomiony stosunek do tego, co się dzieje, polega na przeżywaniu sytuacji jako określonej i uwarunkowanej przez czynniki zewnętrzne, na które nie masz zazwyczaj sił lub możliwości istotnie wpływać. Jeśli wyznajesz taki pogląd, na Twoje życie zazwyczaj oddziałują inni ludzie lub koleje losu. Rzeczywistość w tym sensie też się „zdarza".
Zasady gry ustalane są nie przez Ciebie, lecz przez świat zewnętrzny.
By zyskać kontrolę zarówno nad snem, jak i nad rzeczywistym życiem, trzeba rolę uczestnika zamienić na rolę obserwatora. Przy tym nie przestawaj brać udział w grze i nadal odgrywaj swoją rolę [dosłownie: w grze rolowej - chodzi o gatunek gier, w tym komputerowych, nazywany RPG, w których uczestnicy odgrywają określone role, np.
wojownika, maga lub króla]. Lecz wciąż działa w Tobie wewnętrzny Nadzorca. Niejako oddajesz siebie w najem w charakterze aktora i jednocześnie obserwujesz swoją oraz cudzą grę z dystansu widowni. Nadzorca wciąż działa w tle. Nie wtrąca się, lecz śledzi wypadki i zdaje Ci obiektywny raport."
  • awatar Gość: zobaczymy
  • awatar ukasz: @Rosallie. Fajno, dzięki za info;).
  • awatar Rosallie: polecam ci film 'rytuał' o egzorcyzmach, jest na faktach autentycznych
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
21/22 kwietnia. duża impreza uczelniana. no i przesadziłem z alkoholem. po raz pierwszy zdarzyło mi się, że ok. 2-3 godzin mam jakby wycięte z życiorysu. niby każde doświadczenie cenne bo uczy.. no tak to też prawda, jeżeli człowiek uczyć się potrafi i chce. mam nadzieje że zapamiętam tą naukę. w czasie picia traciłem coraz bardziej świadomy kontakt z otoczeniem aż w końcu straciłem go całkowicie. ehh no cóż było jak było. super, że znaleźli się ludzie którzy pomogli i dzięki nim nie musiałem spać na zielonej trawce (a właściwie w szarym błocie - długo padało i było grząsko i mokro) a w mieszkaniu. a następny dzień to kolejna lekcja. straszny ból stawów (efekt metabolizmu alkoholu i pewnie nieświadomego upadku z ławki) ból brzucha, ramienia, upaćkane ubrania i nieciekawy zapach.. tak. nie ma co rozpamiętywać, ale warto zapamiętać jak do tego doszło i jak się później czułem. człowiek najlepiej uczy się wtedy kiedy poznaje empirycznie).
 

 

a i przy okazji Wesołych Świąt
 

 
gdybyś mógł być istotą wszechmocną i wszechmogącą o możliwościach tak wielkich, że Twoje wyobrażenie o nich byłoby niczym w porównaniu ze stanem faktycznym. gdyby nie istniały żadne bariery nie do pokonania co byś zrobił? odpowiedź jest prosta. stworzyłbyś ograniczenia i jednocześnie sam przybrałbyś rolę ograniczonego. po co? po to żeby zobaczyć jak to jest, z czystej ciekawości. a jeśli zapomniałbyś kim jesteś naprawdę, co wtedy? tak. zapomniałbyś na pewien "okres", pewien "czas" który dałbyś sobie na zabawę. a jeśli jakieś siły, chciałyby wykorzystać mój moment słabości, mój moment kiedy jestem taki "malutki". i powodowałyby różne interakcje, kontrakcje, różne zawirowania. hmm a czy istota absolutna nie pomyślałaby i o tym? zresztą skoro Ty jesteś Stwórcą to czy nie jesteś obecny we wszystkim swoim Stworzeniu? i w tym "dobrym" i tym "złym". i tak jest istotnie. we wszystkim i niczym byłaby Twoja cząstka i niecząstka. ale czy wtedy Twoja wola nie byłaby wolą innych istot. czy zabawa nie byłaby w pewnym sensie "nieswobodną"? i tak jest w istocie . ale jednocześnie ich wola byłaby Twoją bo to czego Ty chcesz Synu i Ja chcę . "nie ma miejsc oddzielonych od naszego serca". to dlatego po pstryknięciu palcami nie stajesz się od razu na powrót Bogiem.. chociaż . a gdyby tryb przypuszczający zamienić w oznajmujący? czy to możliwe, że.. tak jest w istocie? nie wiem, a Ty wiesz? to co? bawim się dalej?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
nie sil się na doskonałość, podejmuj działania i bądź konsekwentny, ale pozwalaj sobie na słabości. niech Twoje marzenie spokojnie kiełkuje, doglądaj i podlewaj je, ogrzewaj ciepłem własnego serca. niech cały czas będzie w Twojej świadomości nawet na dnie najbardziej burzliwego dnia, przykryte wzburzonym morzem emocji, pod ciężkim cielskiem potwora. czasami marzenie może nawet zniknąć, ale wiedz, że zniknęło i wiedz, że powróci. tymczasem żyj, żyj i ciesz się każdym zdarzeniem i chwilą, bo ona nie przybierze już tej samej formy. pamiętaj, że przypadki nie istnieją, istnieją natomiast skutki, których przyczyn nie dostrzegasz. staraj się wiązać fakty, syntetyzuj, scalaj, łącz - równie często jak analizujesz i rozbijasz na fragmenty własne słabostki, zło całego świata i to jak po raz 158 przeżywasz "krzywdę" którą ktoś Ci wyrządził (albo Ty komuś). jesteś jeszcze? to dobrze. a teraz wróć do swojego marzenia, może chciałbyś/abyś coś zmienić? jesteś elastyczny. podobno tylko krowa nie zmienia zdania. taak może jest coś do dopracowania. bądź perfekcjonistą, który dostrzega teraz. nie porywaj się z motyką na Słońce, bo po co? Ono Cię kocha, nie strasz Go motyką. odrzuć ją, weź w dłonie garść ziemi i poczuj jej zapach, miękkość. chodzisz po tej Ziemi, codziennie. nawet jeśli przykryta grubą warstwą asfaltu a Ty jesteś obuty w buty. zdejmij je. czujesz trawę pomiędzy palcami? czujesz jak ziemia ugina się pod Twoim ciężarem? czujesz jak coraz bardziej boisz się że oblezą Cię mrówki? . ciesz się tym, czas by chodzić po Słońcu też nadejdzie, a może i nie, ale czy to co czujesz teraz nie jest wystarczająco fajne by skupić się na tym? powoli, powoli nie na złamanie karku (no chyba, że tak chcesz), ale z nieugiętą pewnością siebie. z tego co mi wiadomo żaden ptak nie nauczył się latać zaraz po wykluciu z jajka. najpierw wykonał dziesiątki jeśli nie setki prób. zacznij od niskiego pułapu ale próbuj i próbuj aż będziesz wiedział, że już umiesz. i odpocznij i ciesz się, ciesz się tym co już osiągnąłeś, naucz się cieszyć. przyjdzie czas i świadomość na wojaże, o których nie śniłeś i nie marzyłeś. a jeśli brakuje Ci sił, konsekwencji by realizować zamierzenie? no cóż. być może to nie Twoje marzenie, być może to nie Twój cel. jak odkryć co jest dla mnie "dobre" co "należy zrobić" . nic nie rób... to przyjdzie jeśli tego chcesz. "czego ja chcę?" bądź jak wiatr, bądź jak woda. wchłaniaj totalnie wszystko co napotkasz na swojej drodze. przyjdzie moment, błysk, wtedy pozostań przy tym i wejdź głębiej i głębiej. z zewnątrz też można dojść do wnętrza. a może jeszcze inaczej może przez wnętrze będziesz zmierzał ku krańcom znanego i jeszcze dalej. jak bolid z ogromną prędkością po orbicie o coraz większym promieniu. Twoja wola, Twoja droga, Twój wybór.
 

 
wszystkiego najlepszego. a Dnia Kobiet życzę każdego dnia.